czyli historie zapachem pisane
Licznik Odwiedzin, Licznik Wizyt
RSS
piątek, 13 listopada 2009

Opowieść o zapachu cesarzowej: Eau de Cologne Imperiale Guerlain

Wielki klasyk Guerlain pachnie lawendą..Całym łanem lawendowego pola.Rozgrzanego słońcem...muśniętego powiewem ciepłego południowego wiatru..mokrego od wieczornej rosy.Uwielbiam eteryczny zapach tych niepozornych fioletowych kwiatuszków, które mają w sobie niesamowitą moc.

Imperiale zostały stworzone dla cesarzowej Eugenii, żony Napoleona III.Obecnie często spotykam sie z określeniem,ze jest to zapach męski.Nic bardziej mylnego.Nie wierzę w to-za wiele w nim nut kwiatowych.Wątpię, że jakikolwiek mężczyzna chciałby tak pachnieć;).Imperiale pachną niemal wyłącznie lawendą.Napisałam "niemal", ponieważ oprócz lawendy wyczuwam wyraźnie zapach mojej ukochanej neroli.Aromatyczne kwiatki tej odmiany pomarańczy nadają całości kompozycji balsamicznej i harmonijnej lekkości, równocześnie utrwalając ja swoją gęstą i duszną słodyczą.Oprócz neroli i lawendy nie wyczuwam z osobna pozostałych nut ze składu, ale one niewątpliwie są..Na pewno są..Tworzą aromatyczne ziołowe tło, na którym wibrują nuty główne.Całość jest naprawdę cudowna.Imperiale jest jednym z niewielu zapachów, które można określić słowem: WSPANIAŁE

nuty głowy: bergamotka, neroli, werbena, cytrusy, pomarańcza

nuty serca: lawenda

nuty bazy: drzewko cedrowe, bób tonka

rok powstania: 1853

twórca: Pierre-Francois-Pascal Guerlain

środa, 11 listopada 2009

Opowiesć o pierwszej miłości First Love Van Cleef & Arpels

 

Piewszym zapachem Van Cleef & Arpels jaki poznałam, było klasyczne First.Polubiłam go wtedy jednak nie do końca był mój z powodu aldehydowej nutki retro, jaka sie w nim przewijała.Do wersji First Love podeszłam więc tym bardziej bez zbytnich nadziei, nauczona doświadczeniem, że zwykle wariacje na temat klasyków kończa sie klapą.I tu spotkało mnie miłe rozczarowanie.Od klasyka First Love różni niemal wszystko.Mogę nawet powiedzieć,ze jest to zupełnie inny zapach.Jedyna rzecz jaka nawiązuje do klasyka to wygląd flakonu i nazwa.Reszta jest inna...piękniejsza.First Love jest balsamem dla mojego nosa i to w dosłownym znaczeniu tego słowa.Rozkwita na mojej skórze mnóstwem kwiatowych wonnych orientalnych olejków najprzedniejszej jakości.Żaden z tych olejków nie wysuwa sie na pierwszy plan lecz z resztą tworzy bardzo harmonijną całość.Wyraźnie wyczuwam zapach płatków róży, lecz nie tak gryzący jak np w perfumach Lutensa Sa Majeste La Rose, lecz maksymalnie skondensowany, scukrzony, gęsty i słodki.Płatki tych róż skąpane są w nucie mleczno-pudrowej, dajacej efekt podobny jak w słynnym Le Feu Miyake, jednak od tamtych rózni je dodatek śliwki, której w składzie nie ma, ale którą wyraźnie wyczuwam.Całosc okraszona jest pieprzem gwinejskim, którego dodatek nadaje zapachowi pazura.W składzie znajduje się także ylang-ylang, którego to nie czuję ani troszkę.Jednak myślę,ze to nuta tego kwiatu nadaje całości kompozycji tej wspaniałej mięsisto-orientalnej harmonii.Jestem tym zapachem naprawdę oczarowana i uważam,że w powodzi ulepkowo-landrynkowych nowości naprawdę zasługuje na uwagę.

nuty głowy: mandarynka, pieprz gwinejski, piwonia

nuty serca: osmantus, ylang-ylang, orchidea

nuty bazy: ambra, wanilia, paczula

rok powstania: 2006

twórca: Christopher Raynaud