czyli historie zapachem pisane
Licznik Odwiedzin, Licznik Wizyt
RSS
wtorek, 27 stycznia 2009

Opowieść o zapachu stworzonym z miłości: Shalimar Guerlain

 shalimar

Czytałam kiedyś tą historię.Historię o wielkiej miłości, jaką cesarz Chah Djahan darzył swoją małżonkę Mumtaz Mahal.Miłość ta nie wygasła nawet po śmierci cesarzowej-w jej imię załamany odejściem ukochanej cesarz kazał zbudować w ogrodach Shalimar w Kaszmirze cudowny grobowiec Taj Mahal.Shalimar oznacza w sanskrycie "ogrody miłości".Byłam ciekawa, jak pachną perfumy zainspirowane tą historią.Pamiętam jak wiele lat temu błąkając sie po wrocławskich perfumeriach postanowiłam poznać w końcu ten klasyk perfumiarstwa.I natychmiast pożałowałam wtedy mojej decyzji,a moim marzeniem stało sie uciec jak najdalej od niego.Cóż.Nie doceniłam go.Unikałam kontaktu z nim przez wiele kolejnych lat, aż w końcu ponownie się odważyłam użyć go na mojej skórze.Spodziewałam się,że znowu poczuję przemożną chęć ucieczki.Nic takiego jednak nie nastąpiło.Powąchałam i nawet wydał mi się wtedy ciekawy.Przestałam się go bać.Po chwili zapomniałam o nim i zajęłam się swoimi sprawami.W którymś momencie poczułam blisko siebie cudowną woń.Takiej ostro-mięsistej wanilii.Węszyłam w powietrzu,ale nie potrafiłam namierzyć osoby, która mogłaby tak pięknie pachnieć.W pewnym momencie dotarło do mnie, że to ja..Że to z mojego nadgarstka unosi sie ta magia.Zrozumiałam w tym momencie, co sprawiło, że te perfumy od dziesiątek lat sa kochane przez kobiety.Przetrwały w końcu wojnę i lata kryzysu.Przetrwały, bo potrafią każdą kobietę,nawet taką zwykłą szarą myszkę, zamienić w wulkan kobiecości.Potrafią dodac jej uroku i pewności swojego piękna.Czynią ją zmysłową i pociągającą.Rozwinęły się na mnie tak pięknie, że nie mogłam pojąć, jakim cudem wcześniej inaczej na mnie pachniały.Odkryłam i tą tajemnicę- ten zapach potrzebuje ciepła.Gdy skóra jest zimna on tez jest zimny i nieprzyjemnie ostry.Gdy ciało rozgrzewa się-Shalimar odkrywa swoje serce.Jest jak kobieta, która rozkwita pod wpływem ciepła miłości swojego mężczyzny.Nagle wyczuwalna zaczyna być róża i jaśmin w otoczeniu soczystych mandarynkowych nut.Po chwili wyłania się kadzidło i skóra.Wszystko razem tworzy kompozycję, która otacza noszacą ją kobietę niepowtarzalną aurą.Dlatego jestem pewna,że ten zapach będzie istniał zawsze.Bo każda kobieta potrzebuje miłości

 

nuty głowy :cytryna, bergamotka, cedr, mandarynka

nuty serca: jaśmin, róża, żywica opoponax, bób tonka, wanilia, paczula

nuty bazy: irys, kadzidło, balsam peru, skóra

rok powstania: 1925

twórca: Jacques Guerlain

Opowieść o najpiękniejszym zapachu orientu: Parfum Sacre Caron

 

 Nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje na świecie zapach idealny.Zapach, który w najpiękniejszy sposób potrafi podkreślić osobowość kobiety.Zapach, który doda jej arcykobiecości i tajemniczości.Aż spotkałam taki na mojej olfaktorycznej drodze: to Parfum Sacre.Zapach płynnego złota.Jest silny i zuchwały.Przebogaty, ale nieprzytłaczający.Ostry i dymny jednoczesnie.Wyróżnia się spośród innych jakby mówił:"patrz na mnie".Przyjemnie drażni nozdrza nutami pieprzu, piżma, goździków.Puszystej mirry i mięsistych różanych płatków.Idealnie wyważony, jak przez jakiegoś alchemika w tajemnej kadzi pełnej tajemniczych eliksirów.Bo Parfum Sacre jest takim eliksirem dodającym czaru i młodości.Rzucającym urok.Nie ma na świecie podobnych perfum.A te, które istnieją w postaci Parfum Sacre sa perfumami idealnymi.W pełni oddającymi to, czym perfumy byc powinny.One nie pachną na skórze.One się z nią stapiają i parują z niej, tworząc magiczną aurę wokół noszacej je kobiety.Naprawdę-nie istnieją na świecie perfumy piękniejsze od Sacre

nuty głowy: pieprz, cynamon, lawenda, kolendra

nuty serca: goździki, róża, jasmin, kwiat pomarańczy

nuty bazy:  mimoza, mirra, piżmo, wanilia, ambra

rok powstania: 1990

twórca: Jean-Pierre Bethouart

Opowieść o zapachu idealnie fiołkowym: Insolence edp Guerlain.

 

 

 insolence edp

Mieni się on i otula jak najcudowniejsza fiołkowa mgiełka.Znałam już wcześniej wersję edt-jednak w tamtej przeszkadzała mi nuta syntetycznych malin.Tutaj też są maliny.Jednak nie takie sfrementowane i "gryzące" jak w wersji edt.Te są świeże, rozgrzane słońcem, przesłodkie i aromatyczne.Otulone cudowną wonią fiołków-tych małych, niepozornych kwiatuszków .Często spotykam sie z tym,że fiołki w perfumach zwykle są mdłe i męczące.Tworzą niemal radioaktywną chmurę przyprawiającą o ból głowy.W Insolence nic takiego nie ma miejsca.Tutaj są słodkie i niewinne.Migotliwe i upajające zarazem.Delikatne i kruche-jak te pierwsze pachnące wiosenne kwiatuszki umieszczane w kieliszku celem poprawy nastroju.Kwiatuszkom tym towarzyszy też przeze mnie wyraźnie wyczuwalny chłodny i mokry zapach irysa oraz woń kwiatu pomarańczy.Sam zapach jest niebywale trwały, a flakonik niemal rzucił mnie na kolana.

 nuty głowy: kwiat pomarańczy, maliny

nuty serca: fiołek, irys

nuty bazy: drzewo sandałowe, bób tonka, wanilia

rok powstania: 2008

twórca: Maurice Roucel

niedziela, 25 stycznia 2009

 Historia mojej miłości: Perfumy

dziwny ogród

 

Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem stworzenia mojej osobistej zapachowej mapy.Perfumy pojawiają sie na rynku i znikają, jednak chcę zatrzymac w pamięci wrażenie, jakie na mnie robią.Wrażliwość na zapachy była u mnie zawsze.Rozwijała sie z latami.Zanim dowiedziałam się o istnieniu zapachowym molekuł zamkniętych w cudownych flakonach upajałam się woniami świeżego powietrza po burzy, zapachem świeżo spadłego śniegu, zapachem wiatru od pól, ale także zapachem drogowego kurzu czy spalin.Każdy z nich był dla mnie ciekawy i jedyny w swoim rodzaju.Każdy niósł jakąś informację, która dla mnie była ważna.Bo ja przez zapach poznawałam świat.Przez pryzmat zmysłu powonienia widziałam to, czego oczy zobaczyć nie mogły.Widziałam duszę każdego pachnącego przedmiotu.Bez zapachu każdy z nich byłby dla mnie martwy, bez wyrazu.Każdy kolejny zapach to jak otwieranie furtki do tajemniczego ogrodu, który za każdym razem jest inny.Raz dziki i nieokiełznany przez naturę.Innym razem spokojny i uporządkowany.Świat perfum to świat niemal metafizyczny.Tutaj może zdarzyć się wszystko, bo też wszelkie chwyty sa dozwolone.Gdy w końcu poznałam istotę tworzenia i stosowania perfum jako sposób wyrażenia swojej osobowości zwariowałam na tym punkcie.Nagle się okazało,że w niepozornym flakonie można zamknąć uczucia, wspomnienia, tęsknoty.Rozpylenie perfum na sobie to jak wypuszczenie dobrego Dżina, który spełni marzenia.Bo każdy zapach je spełnia.Coś wyraża.Niesie jakieś przesłanie.W każdym zamknięta jest cząstka jego twórcy, który dobierając takie a nie inne nuty chciał coś przekazać konkretnego.I to w tworzeniu perfum jest cudowne, że każdy z nich niesie ze sobą jakąś historię..

1 , 2 , 3