czyli historie zapachem pisane
Licznik Odwiedzin, Licznik Wizyt
Blog > Komentarze do wpisu

Ognisty szlak

Opowieść o żywym płomieniu: Le Feu d`Issey, Issey Miyake

le feu

Le Feu to kolejny zapach, który poznałam zbyt późno.Pamiętałam owszem z przeszłości czerwoną kulę, jak zapomniana przez wszystkich smętnie zagrzewała miejsce w najciemniejszym kącie perfumeryjnej półki.Ludzie ją omijali.Ja też, choć zapachu nie znałam.I jakoś nie miałam ochoty go poznać.Myślałam,że nie jest tego wart.Myliłam się, o czym miałam się przekonac za kilka lat.Zarejestrowałam ten moment, gdy Le Feu zniknął z perfumiarskiego świata, jednak nadal mnie nie pociągał.Dopiero wtedy, gdy na Wizażu na jego temat zaczęłam czytać same peany, a na Allegro czerwone flakoniki zaczęły osiągać niebotyczne ceny, zainteresowałam się.Zapragnęłam go poznać, choć trochę się obawiałam,że i mnie oczaruje.Jednak pragnienie było tak silne,że w drodze wymiany zdobyłam w końcu próbkę i spróbowałam.Pamiętam, jaką przemożną chęć ucieczki poczułam, gdy pierwszy raz powąchałam Le Feu.Nie mogłam uwierzyć,że za ten zapach niektórzy byli gotowi zapłacić połowę pensji.Oto Le Feu kompletnie się na mnie nie rozwinął.Z nadgarstka unosiła się za to toksyczna, męcząca i mdła chmura.Nie mogłam go znieść.Znowu czekało go zapomnienie.Próbka wylądowała w najciemniejszym kącie.Profilaktycznie postanowiłam jednak nie pozbywać się jej na dobre, bowiem nie raz już zmieniła mi się zapachowa percepcja, dzięki czemu znienawidzony wczesniej zapach potrafiłam pokochać nagle i na zabój.I tak próbka przeleżała w szufladzie rok,aż nadszedł czas, gdy uznałam,ze znowu chcę się z Le Feu zmierzyć.Pomna wcześniejszych wrażeń naniosłam zapach na nadgarstek nieśmiało najpierw.Gdy zauważyłam,że nic złego sie nie dzieje, poszłam na całość i skropiłam się dość solidnie.I zrozumiałam, skąd te zachwyty.

Pierwsze uderzenie to płatki róż skąpane w gęstym, słodkim mleku.Róże, które oddały mu całą swoją aromatyczną woń.W tej pierwszej fazie zapach łagodnie parował z nadgarstka, stwarzając poczucie błogiego bezpieczeństwa.Jednak trwało to tylko chwilę.Bo oto poczułam jak w Le Feu wstępuje życie.Zaczął się budzić na skórze jak ziejący ogniem wulkan.Z początku pełgał po niej jak płomyczki dopiero co rozpalonego ogniska, by po chwili nabrać energii i wybuchnąć płomieniem gwałtownym, który wesoło trzaskając wyrzucał z siebie anyżkowe iskierki.Mleczna łagodność zaczęła mieszać się z ostrością przypraw.Na pierwszy plan wysunęły się aromatyczne goździki w duecie z kolendrą.Po chwili pojawił się cedr w towarzystwie drzewa gwajakowego.W tle cały czas obecna jest upojna gardenia.Wyczułam też tytoń.Nie ma go co prawda w składzie,ale czuję go wyraźnie.Jego gęsty aromat owionął niczym dym całokształt kompozycji, dodając jej charakteru i mocy.Nie spodziewałam się,że Le Feu będzie w stanie chwycić mnie za serce,szczególnie po tym, jak potraktował mnie przy pierwszym poznaniu.Mało jest perfum tak niejednoznacznych i wielowymiarowych.Le Feu jest z pewnością zapachem trudnym, ale naprawdę żal,że został wycofany.

nuty głowy: bergamotka, drzewko różane, anyżek, kokos, pieprz, kolendra

nuty serca: jaśmin, róża bułgarska, gardenia, mleko, karmel, konawalia, tuberoza, lilia złocista, goździk

nuty bazy: cedr, drzewo sandałowe, wanilia, piżmo, ambra, benzoes, drzewo gwajakowe

rok powstania: 1998

twórca: Jacques Cavallier

sobota, 21 lutego 2009, lunula

Polecane wpisy

  • Lawendowe pola

    Opowieść o zapachu cesarzowej: Eau de Cologne Imperiale Guerlain Wielki klasyk Guerlain pachnie lawendą..Całym łanem lawendowego pola.Rozgrzanego słońcem...muśn

  • Niewinna miłość

    Opowiesć o pierwszej miłości First Love Van Cleef & Arpels Piewszym zapachem Van Cleef & Arpels jaki poznałam, było klasyczne First.Polubiłam go wtedy

  • Fiołkowe orzeźwienie

    Opowieść o fiołku z lodu: Fleurs d`Ombre Violette-Menthe, Jean-Charles Brosseau Orzeźwiający aromatyczny podmuch ledwo wyczuwalny na twarzy..delikatne muśnięci